sobota, 16 lutego 2013

Melbourne - fascynujące i z klimatem, miasto ...


... artystów, Gregory'ego Davida Robertsa, Australian Open, Victoria Market i polskich akcentów, ale o tym później.




Po dotarciu na miejsce i długim spacerze (w Australii każdy dystans widziany na mapie jest o wiele dłuższy niż analogiczny odcinek na kartach europejskich planów miast) do hotelu udaliśmy się na wymarzony spoczynek, pełni nadziei na szybkie opuszczenie z rana pokoju w celu wiadomym - zobaczyć jak najwięcej się da! Swoją drogą hasło to powinno stać się mottem przewodnim naszej australijskiej przygody ;)

Mimo ambitnych planów ciężko się wstawało a do tego zainteresowała nas wakacyjna australijska telewizja nadająca programy ze słonecznych plaż. Wyjście z hotelu nastąpiło z małym poślizgiem ale i tak dzień był udany i obfitował w wiele wrażeń.






Mieszkaliśmy na Hawke St więc do centrum chadzaliśmy urokliwą ulicą Victoria St.

Flinders Station - miejsce spotkań wielu pokoleń mieszkańców Melbourne.


Klimat świąteczny i darmowy tramwaj turystyczny. Czego chcieć więcej? :P

Klimatycznie....

 

Handlowo....


Staromiejsko....



Nowomiejsko....



Artystycznie....




Oreintalnie...



Luksusowo....



i zielono ....



a w środku tego wszystkiego my :D



...ale o tym to już nie dzisiaj :P

Dzień się jeszcze nie zakończył więc przy najbliższej okazji kolejna porcja gorącego materiału z gorącej australijskiej ziemi. Chociaż szczerze powiedziawszy Melbourne bym nie zaliczył do najgorętszych miejsc na świecie czy na Antypodach. Jak się słońce wzięło i nam za chmurami schowało było, to człowiekowi wychładzało się to i owo i marzył o długim rękawie, mimo iż środek lata w kalendarzu stał :)


No i na koniec coś czego nie da się pojąć dopóki się na własne oczy nie zobaczy: Right Turn From Left Only czyli tzw. skręcanie w prawo na agrafkę. Chyba to mnie najbardziej fascynowało przed przybyciem do Melbourne :P

Skręcanie w prawo na agrafkę - w rzeczywistości działa całkiem nieźle  pod warunkiem, że w kolejce czekają nie więcej niż 2 auta ;)

sobota, 9 lutego 2013

Melbourne - nadciągamy ... koleją żelazną!!

No i nadszedł długo przeze mnie wyczekiwany dzień...


To co on (czyli ja) lubi najbardziej; podróże koleją żelazną :)


... ponad jedenasto-godzinna podróż pociągiem Country Link z Sydney do Melbourne. Oczekiwanie przeogromne. Liczymy na napotkanie po drodze wielu kangurów skaczących wzdłuż pociągu niczym Indianie w Ameryce Północnej podczas akcji łupieżczych transportó bankowych ;)

Ale zanim ruszymy trzeba się posilić przed podróżą...


Kawa z rana jak śmietana ...



brownie też dobry przed podróżą jest ... no i facjatę pięknie zaokrągli ;)
atrakcje, które z pociągu można było podziwiać... jak się później okazało Waga Waga została niestety całkiem zalana podczas powodzi z marca 2012; jakby nie patrzeć upiekło się nam (zastanawialiście się kiedyś nad genezą słowa uPIEKŁO się nam? :P).

... niestety kangurów NIET. Innych torbaczy i dzikich australijskich zwierząt też żeśmy po drodze nie uświadczyli, no chyba że można tutaj zaliczyć australijską krowę co to na widok ludzia reaguje niczym zakonnica na widok klejnotów rodowych ;)

Pociąg okazał się istnym rarytasem (w porównaniu z naszym rodzimym PKP) i podróżą do przyszłości: cola w puszce, kawa w torebce i wino w plastikowej butelce ...


dla każdego coś dobrego :)


...no a wino chyba nam najbardziej podróż umiliło, a do tego miło było na nie popatrzeć ;)


Run Rabbit Run & The Fox Trot - bardzo smaczne muszę przyznać :)



podróż trwa w najlepsze :D

niedziela, 3 lutego 2013

Chiński czy japoński ?.... ważne żeby ogród...

 ... no i nie za daleko od centrum miasta, np. na Darling Harbour.
 

Atrybuty każdego szanującego się ogrodu: bananowce, strome dachy, bambus i frędzelki :)





W sumie to był Chiński Ogród zwiedzony na szybko, bo jak się okaże w dalszej części podróży, w Australii trzeba wcześnie wstawać, coby się nacieszyć atrakcjami. Zamyka się je najczęściej do godziny 17:00 w ramach szybko zachodzącego słońca :P i poszanowania życia rodzinnego przez tubylców ;) 

 



Wspomniany już ogród zwiedziliśmy w ramach dalszego chilloutowania po podróży...

 


 ... bliższego zapoznania kultury i architektury Azji ...




... oraz zbudowania przyjaźni Polsko-Chińskiej :D

Cesarz z cesarzową. Dynastia Ming ;)