niedziela, 27 stycznia 2013

Po długich chwilach oczekiwania...

dotarliśmy do momentu postawienia stopy na ziemi upragnionej. Trochę wymiętoszeni po 24-ro godzinnym locie, podnieceni tym co nas czeka i mając pewne obawy co do naszej apteczki pierwszej pomocy (czy aby na pewno przepuszczą ją z nami przez kontrolę paszportową) udaliśmy się na małą rozmowę do pani celnik. Jak się później okazało był to trafiony pomysł gdyż po 10 minutach byliśmy już po kontroli paszportowej, wjazdowej i bagażowej w jednym. Najlepsze jest to, że nasz bagaż nawet nie uświadczył promieni X :)

Szybka podróż pociągiem do hotelu i spanie, ale za nim to przepocenie jeszcze wszystkich ciuchów po drodze, mimo iż była 23:00 a ze stacji do noclegowni zaledwie jakieś 15 minut marszu. Taki to upalany ten nasz australijski cel podróży.

Z rana pobudka, uczucie po podróży jakby się nam wszystko trzęsło i pływało, chociaż możliwe, że to od przejeżdżających nieopodal (tuż za naszym oknem) pociągów.

No i udało się opuścić hotel w celach rozpoznawczo-rekreacyjno-zwiadowczych w pierwszym i ostatnim celu podróży - Sydney.


Wymiętoszeni po podróży i biali z braku słońca przez ostatnie miesiące.
2012.01.02 - wczoraj jeszcze zima a dziś Australia :)
Krótka przerwa po dwugodzinnym spacerze przez miejską dżunglę i w australijskim słońcu. 
Photo asian style ;)
Połączenie natury z tym co nowoczesne i XIX wiecznym antykiem ;)
Street Art i inne 'cuda' z ulicy.
Całodniowe chilloutowe ładowanie baterii.
St Andre's Cathedral.

Taaaa, choinka tu zdecydowanie pasuje :P
Town Hall.

Queen Victoria Building.

Okolice Darling Harbour.

Życiowa fontanna - idąc powoli jej schodami zmierzasz ,
stopień  po stopniu, do kresu tej podróży, a po drodze ... HAVE FUN!!

Australijski jegomość Ibis, prawie jak gołąb ;)

A na koniec mała sugestia dla nas:
Reduce Speed!! ... and enjoy the ride ...
 bo jak to ostatnio widziałem na pewnym fajnym blogu
... Life is the journey, not a destination. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz